• Wpisów:4
  • Średnio co: 266 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 21:17
  • Licznik odwiedzin:1 552 / 1333 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Coraz częściej miewam ochotę zostawienia tego wszystkiego. Rzucenia książkami w kąt pokoju. Odłożeniu wszystkiego na "później" niezależnie od tego kiedy to "później" miałoby nastąpić. Zabraniu potrzebnych rzeczy i wyjechaniu. Zostawieniu wszystkich problemów za sobą. Chciałabym oddychać wolnością z ludźmi których kocham. Chciałbym być tym kim zawsze marzyłam by być. Chciałabym wdychać zapach świata. Podziwiać piękno którego nie potrafię dostrzec przytłoczona codziennością. Ale wiem że to nie jest możliwe. Że tego "marzenia" nie mogę spełnić od tak. Że muszę walczyć żeby do tego dojść. Ale teraz? Teraz wystarczyłoby żebym mogła zwinąć się w malutki kłębek gdzieś w jakimś kątku. Być jak kotek którego szukają gdy ten się zgubi. I chociaż przez chwilę odpocząć nie przejmując się niczym zupełnie niczym. Znajome uczucie? Kiedyś już je miewałam. Głupie Déjà vu.
 

 
Mam dość mam szczerze dość wszystkiego a najbardziej mam dość bycia wiecznie zmęczoną nie znoszę że moja radość jest zależna od tylu czynników a przede wszystkim że jest w rękach innych ludzi a ja nie umiem im jej zabrać co gorsza nawet nie próbuję bo nie mam na to zwyczajnie siły widzę jak ludzie bawią się moimi uczuciami i nic z tym nie robię od zawsze nic z tym nie robię nie potrafię walczyć o swoje i chociaż wydawało mi się że jestem strasznie wyszczekana (co pewnie jest prawdą) to nie jestem wyszczekana na tyle żeby zapanować nad własnym życiem i zabrać to co należy do mnie jestem zwyczajnym tchórzem który boi się cokolwiek zrobić bo martwi się co się stanie jeśli zrobię coś nie po myśli innych mówią że jak jest ci źle to możesz się ruszyć nie jesteś drzewem nie masz korzeni ale chyba moimi korzeniami jest strach paniczny strach o wszystko wieczny strach o to że coś pójdzie nie tak o to że ktoś coś powie o to że ktoś nic nie powie o to że zrobię coś źle albo popełnię nieodwracalny błąd i w ostateczności nie robię nic i tkwię z tymi niewidzianymi korzeniami w martwym punkcie jestem w kropce od tak dawna że nawet nie pamiętam jak długo to już trwa i zgubiłam się w tym labiryncie szłam w złym kierunku a teraz nie umiem odnaleźć drogi powrotnej albo przynajmniej innego wyjścia dlatego znajduje całkiem inne wyjście dużo łatwiejsze jakim jest płacz ale chociaż wydaje mi się że nie jestem tu sama to mam wrażenie że te ściany labiryntu są już na tyle duże że nikt mnie nie słyszy kiedy wołam bezskutecznie o pomoc kiedy nadal wierzę że jakimś cudem przybędzie do mnie superbohater wyciągnie do mnie rękę i pomoże mi uciec ale nikt nie przychodzi nigdy nikt taki nie przybywa mi na ratunek a te ściany wciąż rosną i rosną i nie umiem ich powstrzymać narastają za każdym razem kiedy wydaje mi się że widzę jakieś rozwiązanie ale ja go nie widzę to tylko iluzja lepszych chwil przebłysków kiedy na jakiś krótki czas jest lepiej kiedy przestaje padać deszcz i mój labirynt nie ma wody i przestaje rosnąc kiedy żaden ogrodnik nie robi mi na złość i nie podlewa go kiedy słońce wysusza wszystko a ja na nowo mogę biec ścieżką nie czuję pod nogami błota czuje twardą drogę mogę znowu mocno stąpać po ziemie biec w poszukiwaniu wyjścia wtedy nawet czasem na nowo widzę wyjście na chwilę wiem że jest lepiej na chwilę... zawsze trwa to tylko chwilę i chociaż widać mnie jako zawsze radosną osobę kiedy tylko staniesz na wysokości zadania i postarasz się przedrzeć przez mój labirynt wtedy zobaczysz że wszystko to tylko maska a my jesteśmy w teatrze odgrywamy jedynie swoje role jakich oczekują od nas dyrektorzy i scenarzyści nie możemy wprowadzić żadnej innej kwestii i może dlatego ja jestem tu gdzie jestem tylko dlaczego akurat mi trafiła się ta smutna rola dlaczego dostałam angaż nie tu gdzie chciałam? zniszcz swoje korzenie zmień coś w swoim życiu dokonaj wielkich zmian stać cię na to jesteś silniejsza niż ci się wydaje i niż kiedykolwiek myślałaś i dobrze o tym wiesz tylko jeszcze wciąż ukrywasz swoje ogromne moce przed światem wyrzuć scenariusz zmień strój i przedstawienie w którym grasz a kiedy już ci się uda zrób coś dla mnie wtedy po prostu zostań moim superbohaterem
 

 
Dlaczego złamane serce tak trudno wyleczyć? Jak to jest że w dzieciństwie, na zdarte od wielu upadków na rowerze kolano wystarczył nam plasterek? Dlaczego nikt jeszcze nie wynalazł magicznej maści na otarcie duszy albo zranione uczucia? Czy nie powinniśmy ich najpierw wyleczyć jak dziecięce kolana przed następną jazdą?
 

 
"Tak, na to wygląda. Odbiło ci, zbzikowałaś, dostałaś fioła. Ale coś ci powiem w sekrecie. Tylko wariaci są coś warci."